środa, 11 listopada 2009

Todestag - Mesjanizm po polsku



Oglądam w TV (w tej chwili) z tyrolskim kolegą relację z obchodów święta Niepodległości. Austriak z lekkim zakłopotaniem spytał się, czy nasz kraj przechodzi obecnie jakąś gehennę. Wczoraj ciurkiem oglądał Wielkiego Lecha w Berlinie, a to mu się kojarzy jednoznacznie z obalaniem. Więc się pyta, czy dzielny polski lud czasami znowuż czasami czegoś nieopatrznie nie obalił i teraz żałuje. Z lekkim zakłopotaniem wyjaśniłem mu, że właśnie obchodzimy rocznicę odzyskania niepodległości, co związane jest niestety także z jego CK ojczyzną.
Kolega spojrzał na mnie oczyma Heidi z gór, która przed chwilą zobaczyła Jednorożca...Spytał się grzecznie, dlaczego obchodzimy tak radosne z założenia święto w Dzień Zmarłych i dlaczego u nas Zaduszki są 11 listopada?
No cóż, zacząłem w skrócie opowaiadać mu o naszej martyrologii, O Katarzynie carycy, która wzorem agenta Tomka uwiodła pewnego Stasia i ichniejszej Marii Teresie, też cesarzowej która nawet nikogo nie uwiodła.
Tyrolczyk patrzył na mnie spod swojego kapelusika z piórkiem i strzelając szelkami stwierdził, że przecież to było dawno, a teraz powinniśmy odstawić ze szczęścia coś w rodzaju Oktoberfest, a nie Todestag. Zaznaczył, że nawet masochizm ma swoje granice. Każdy naród miał swoje nieszczęścia i głupotą jest ich ciągłe rozdrapywanie.
Moja męska Heidi szwargotała by tak pewno jeszcze długo, ale przerwałem mu brutalnie słowem: Messianism!!! Na całe szczęście, bo pobiegł do komputera sprawdzić, co to znaczy.

Także na salon24.pl

poniedziałek, 9 listopada 2009

Świat nierealny, czyli namiętność smutku

"Ludzie weseli popełniają więcej głupstw niż smutni. Ale smutni popełniają większe głupstwa niż weseli".
Ewald von Kleist



Wojtek Cejrowski w swojej książce "Rio Anaconda" pisze, że Indianie wierzą, że rozmawianie o rzeczach groźnych lub smutnych, to ich przywoływanie. W zasadzie każda religia, czy mitologia ostrzega przed oglądaniem się za siebie. No właśnie, a z Polski nagminnie wieje atmosfera stryczka.
Niedawno w naszej TV miałem przyjemność oglądać dwóch jegomościów mówiących o...nieważne. Ich ponure głosy i muzyka w tle wskazywały co najmniej na rozważania o Apokalipsie św. Jana. Do tego scenografia upstrzona była rozlicznymi świecami. Zapewniam, że nie była to relacja ze Święta Zmarłych, czy chociażby transmisja obrad polskiego Sejmu. To ostatnie jednak tłumaczyło by trochę żałobny nastrój. Dekadendyzm lansuje szczególnie TVP Kultura, a TVP Polonia powinna być w zasadzie przewodnikiem dla nie zdecydowanych samobójców.
Smutek, rodzi jeszcze większy smutek...Zwrócił na to uwagę już w IV wieku Ewagriusz z Pontu, mnich, teolog i mistyk. Smutek jest przywarą, namiętnością (jak obżarstwo, nałogi, itp), chorobą duszy i ciała. Jako moralna choroba, może stać się przyczyną różnych innych dewiacji.
Ewagriusz twierdził, że chociaż czasami smutek przychodzi z zewnątrz, to od nas zależy, czy będziemy przy nim trwali. Taki stan umiłowania cierpienia nazywa "namiętnością smutku". Według niego przyczyną jest zwątpienie we własne siły. Uporczywe trwanie w melancholii prowadzi też według niego do acedii, czyli stałego zniechęcenia i oziębłości. Dzisiaj byśmy powiedzieli - do depresji. Dante dusze dotknięte stanem acedii umieścił aż w czwartym kręgu piekieł. To kara za zanik woli i...głupotę.
A brak woli, to choroba współczesnych homo sapiens. Jak te barany godzimy się na powszechną bylejakość, na groteskę polityki. Udajemy, że pop-kultura - to kultura, zwykły złodziej - to polityk, a unijna szynka - to szynka. Żyjemy w świecie nierealnym, próbując sobie wmówić, że on istnieje. Jednocześnie podświadomie tęsknimy do normalności i popadamy w acedię z powodu własnej głupoty, niemocy i konformizmu. Smutek, rodzi jeszcze większy smutek. Ten z kolei rodzi strach. Strach jest dobry ale niekoniecznie dla tego, kto się boi.

Także na> salon24.pl i fronda.pl

niedziela, 8 listopada 2009

Tyrolska recepta na Katolicyzm


Mieszkajac w austriackim Tyrolu wielokrotnie zastanawialem sie nad przyczynami glebokiej religijnosci miejscowej ludnosci. Odpowiedz moim zdaniem jest prosta. Przede wszystkim koscioly katolickie tu zyja. W sensie doslownym. Liczba kosciolow, kapliczek przydroznych, krzyzy na kilometr kwadratowy nie ma rownej na swiecie. I wszystkie te przybytki Boze sa pieknie zadbane, udekorowane i otoczane troska lokalnej spolecznosci. Nie to jest jednak najwazniejsze. Ile to razy nie moglem zwiedzic danej swiatyni z powodu - tlumu w nich ludzi. I wcale nie byli na mszy. Oni przygotowywali a to festyn, a to swieto parafii, spektakl teatralny lub po prostu wystep lokalnego zespolu muzycznego. Powiedziec o Tyrolczykach, ze sa muzykalni - to za malo.

Oni uwielbiaja muzyke. Swoj folklor, jazz lub jeszcze inny rodzaj. Kazda gmina ma swoj zespol i to czesto reprezentujacy bardzo wysoki poziom. Bo zamilowanie do muzyki wpaja sie od malego. Widok burgemeistra lub lekarza sprzedajacego bilety na koncert, nikogo nie szokuje. Spolecznosci lokalne sa zwarte, a wzajemne kontakty nie koncza sie na fajrancie. Nie dziwia takze ogloszenia urzedu gminy na tablicy parafialnej, czy pytanie w ankietach o wyznanie. Dlaczego czlowiek ma sie wstydzic, czy ukrywac swoje wyznanie? - miejscowi odpowiadaja pytaniem na zdziwione miny przyzwyczajonych do unijnego drylu obcokrajowcow.
Tu przechodzimy do kolejnej przyczyny religijnosci Tyrolczykow. To dbalosc o jednosc rodziny. Sprzyja temu panstwowa polityka prorodzinna i sami ludzie. Rodzina, to takze kultywuowanie tradycji. Tu nikogo nie dziwi na ulicy, czy w urzedzie widok osoby ubranej w tradycyjny tyrolski stroj. Na ulicy ludzie pozdrawiaja sie z usmiechem tradycyjnym "Kristiiiii", co jest odpowiednikiem naszego "Niech bedzie pochwalony". Stosunek czlowieka do czlowieka nie wyraza sie przy tym mechanicznym amerykanskim "you are welcom". Ten usmiech jest szczery i nie wymuszony.
Tyrol, to serce Alp. Trudno nazwac wiec Tyrolczykow zamknieta spolecznoscia. Co roku przyjezdzaja tu miliony turystow. Tyrolczycy sa z pewnoscia inni niz mieszkancy kosmopolitycznego Wiednia. To skutek m.in. historii tego regionu. Najpiekniejsze zdanie uslyszalem kiedys po mszy w katedrze w Hall. Bylem jedyny, ktory nie przystapil do Komunii Sw. Zapytalem sie kogos, skad taka powszechnosc przystepowania do tego Sakramentu. Odpowiedzial mi zdziwiony - a po co chodzi sie na msze!?
Także na: fronda.pl

środa, 28 października 2009

Święta Notburga z Tyrolu

Patronka służących i stanu chłopskiego
znana także jako święta Notburga z Eben


germ. not „niebezpieczeństwo, bieda”+ burg „ochrona, schronienie”: „ta, która chroni przed niebezpieczeństwem”

Obok św. Marii i jej matki św. Anny, św. Notburga jest z pewnością najbardziej kultywowaną świętą w Tyrolu. Przejeżdżając przez region, dosłownie na każdym kroku można spotkać obrazy, plakaty, podobizny na fasadach domów oraz modlitewniki dedykowane tej niezwykle cenionej patronce służących i stanu chłopskiego.
Kim była ta święta, która odgrywa tak znaczącą rolę wśród stanu chłopskiego? Urodziła się około 1265 roku we wsi Rottenberg w Tyrolu. Dwa epizody zaczerpnięte z jej życiorysu będą najlepszym przykładem jej nadzwyczajnej osobowości:
W okresie swojej młodości św. Notburga była kucharką w zamku Rottenburg. Z wielką troską dbała ona o okolicznych biednych i chorych wynosząc z zamkowej kuchni resztki jedzenia. Pewnego dnia została na tym przyłapana przez żonę władcy zamku. Władczyni zabroniła Notburdze wydawania resztek jedzenia biednym i nakazała karmienie nimi zamkowych świń. Notburga nie zastosowała się do nakazu i nadal pomagała biednym. Po kilku tygodniach niosąc w fartuchu jedzenie spotkała władcę, który podejrzewając jej nieposłuszeństwo postanowił sprawdzić co niesie w fartuchu. W cudowny sposób, przypisywany nieziemskim siłom resztki jedzenia przemieniły się w bezwartościowe trociny, a Notburga uniknęła srogiej kary.

Kilka lat później Notburga podjęła służbę u pewnego bogatego gospodarza, gdzie sumiennie wykonywała swoje obowiązki. Pewnego wieczoru gospodarz nakazał jej wieczorną porą wyjść do pracy w pole uniemożliwiając tym samym wieczorną modlitwę. Zezłoszczona nakazem Notburga, sięgnęła po sierp i rzuciła go w górę. Sierp w cudowny sposób zawisł w powietrzu nad głową niesprawiedliwego gospodarza.
Te dwie przypowieści potwierdzają jak dobrą, ciepłą i bogobojną osobą była św. Notburga, a przez fakt ,że wywodziła się z chłopstwa czyni ją bardzo bliską dla rolniczego ludu Tyrolu. Jej kult rozprzestrzeniał się bardzo szybko już bezpośrednio po śmierci. W szczególności modlitwa o wstawiennictwo świętej nad jej grobem owocowały licznymi cudami i uzdrowieniami. Relikwie św. znajdują się w miejscowości Eben nad jeziorem Achensee w Tyrolu.

Raz w roku ku jej czci w Eben celebrowana jest specjalna modlitwa.
W pierwszą niedziele przypadającą po dniu jej wspomnienia (14 wrzesień) odprawiana jest o godz. 9:00 msza św., a o godz. 14:00 ma miejsce specjalne kazanie do ludu z mównicy kościelnej. Następnie wierni w procesji idą przez miejscowość zatopieni w modlitwach o wstawiennictwo świętej. Lud ubrany w stroje regionalne niesie na feretronie figury świętych. Wzrok przykuwa zawwsze dziewczynka przybrana w chłopski strój św. Notburgi, niosąca jej atrybut, którym jest symboliczny sierp.
Zdjęcie: Sw. Notburga na zamku Flaurling, Oberinntal.

piątek, 16 października 2009

Analiza "Cienia"


Kazdy ma takiego guru, na jakiego zasluzyl. Nasz ukochany przez sondazownie premier Donald Tusk ma za guru niejakiego Igora Ostachowicza. Diennik.pl w marcu br. doniosl uprzejmie, ze w kancelarii, gdzie jest ministrem mówią o nim: opiekun emocjonalny Tuska, szara eminencja. Pan Igor nadzoruje (PO)twor o nazwie Centrum Informacyjne Rzadu i woli pozostawac w cieniu, ale takim "znaczacym" - swiatlo od dolu i makabra na scianie. Ma 41 lat i piwnice wielkosci ca 4m. Kwadratowe na cale szczescie. Tak przynajmniej wynika jego z oswiadczenia majatkowego za ubr.
Nie mogac pogodzic sie z niegodziwoscia, ze tak znamienita postac pozostaje w cieniu, pozwole sobie ja troche podkoloryzowac. Tak dla zabawy oczywiscie. W tym celu zaprosilem znajomego specjaliste-grafologa, absolwenta niestety uczelni francuskich. Trudno, ale innego nie znam, a ten kosztowal mnie tylko 2 piwa. Znajomy dokonal analizy pisma pana ministra z cyt. oswiadczenia majatkowego, dostepnego w internecie.
Dokladnie interesowal go podpis. Podobno tego nie da sie oszukac - podpis swiadczy niezbicie o cechach danego osobnika, nawet tego z PO.
Z doglebnej analizy wynika, ze Igor Ostachowicz nie jest pewny swoich decyzji albo zapominalski. Podpis nie ma kropki, a to duzy blad jak na pijarowca. Nota bene ta nazwa kojarzy mi sie zawsze z pirania. Idzmy jednak dalej. Wielkie litery sa wieksze niz pozostale, co oznacza umilowanie wlasnej osoby, sklonnosci przywodcze i nieznosna potrzebe ciaglej akceptacji przez otoczenie. Brak odstepow miedzy literami swiadczy o tym, ze pan Igor, jak juz sie na cos uprze, do idzie "po trupach" do celu. Imie w podpisie swiadczy o lekkich stanach depresyjnych, natomiast pnace sie literki ku gorze w nazwisku moga swiadczyc o chwilach euforii. Taka troche rozchwiana osobowosc.
Poniewaz pan minister od PR troche (pardon) bazgroli, jak kura pazurem, to oznaczac moze ze jest nieufny i skryty, ma niska samoocene i trudności w nawiązywaniu kontaktow. Niestety, wszystko wskazuje na to, ze jest pedantem w pracy. W sensie: upierdliwy.
Znajomy ( z profesji head hunter) podsumowal tak: gdyby doradzal firmie ewentualne zatrudnienie ministra Ostachowicza, to...zdecydowanie by odradzil. Decydujacy jest brak kropki. Konsekwencja zatrudnienia ministra-doradcy mogloby tez byc rozbicie zespolu. Jezeli juz, to nigdy nie na stanowisko kierownicze.
No coz, kazdy ma takiego guru, na jakiego zasluzyl...
Takze na: salon24.pl i fronda.pl

P.S. Bardzo ciekawy komentarz do tego wpisu zostawila na salon24.pl "weronka", ktory pozwalam sobie zacytowac:
Zauważ, jak Twój tekst skojarzył się Googlowi:) Tusk ma dzięki metodzie Ostachowicza niezłe poparcie póki co, ale oparte na zbyt prostym schemacie - może polecieć nagle o kilkadziesiąt procent, jeśli wydarzy się cokolwiek, co zachwieje autorytet premiera. Metoda wycina osobowość Tuska, a przez to nie istnieje on w świadomości - jest tylko wrażenie spokoju z nagła przerywane erupcjami radykalizmu - zero męża stanu

sobota, 10 października 2009

Alkoholik "swieta krowa" w pracy!

Tekst na: salon24.pl

Tytul jest prowokacja, a asumptem do tego wpisu jest publikacja w "Wyborczej". Diennik doniosl, ze Regionalny Szpital Specjalistyczny w Grudziądzu zaczął jako pierwszy w kraju wystawiać rachunki pijanym pacjentom. Delikwent majacy we krwi 0,5 promila alkoholu musi placic za leczenie mimo, ze jest ubezpieczony. Najwiecej pacjentow "pod wplywem" ma polamane konczyny i rozbite nosy.
To dosc ciekawy i kuriozalny casus, ktory moze odbic sie dyrektorowi tej placowki czkawka i to nie pijacka. Za podstawe wzieto bowiem przepis art. 33 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, ktory mowi, ze -"Za świadczenia zdrowotne udzielone osobie znajdującej się w stanie nietrzeźwości publiczny zakład opieki zdrowotnej pobiera opłatę niezależnie od uprawnień do bezpłatnych świadczeń zdrowotnych, jeżeli jedyną i bezpośrednią przyczyną udzielonego świadczenia było zdarzenie spowodowane stanem nietrzeźwości tej osoby".
I wlasnie to podkreslone zdarzenie jest szkopulem. Wspomniane 0,5 promila alkoholu we krwi, to np. 2 piwa. Czy gosc po po swietowaniu rocznicy salonu24 jadacy taksowka, ktora miala wypadek, tez bedzie placil? Czy nobliwy staruszek, ba nawet posel wracajacy np. z oficjalnego rautu, ktory wpadnie w wyrwe w chodniku powstala w wyniku zaniedban burmistrza, tez zabuli? Przyklady mozna podawac w nieskonczonosc. Zapewne jedak nie tego typu osoby przewazaja na liscie dyrektora szpitala. Przewazaja alkoholicy, ktorzy i tak nie maja z czego zaplacic.
Wazniejsza jest inna kwestia. Alkoholizm jest choroba spoleczna i jako taka leczona jest bezplatnie.
Choroba, to cos takiego co raczej wymaga leczenia. Z tym, ze alkoholik nie zawsze sie na to zgadza. Bedac w polowie lat 90. w Stanach niezmiernie sie zdziwilem, kiedy uslyszalem, ze pracodawca ma OBOWIAZEK skierowania uzaleznionego pracownika na leczenie, jezeli on tego sobie zyczy. Za zwolnienie takiego delikwenta z pracy grozi kara. W poszczegolnych stanach USA roznie zreszta to rozwiazuja. Amerykanscy pracodawcy sa po prostu pragmatyczni i wola nawet zaplacic za leczenie alkoholika z wlasnej kieszeni, niz wydawac pieniadze na ksztalcenie nowego.
Malo kto jednak chyba wie, ze i w Polsce jest podobnie. Zwykłego pijaka można bowiem zwolnić z art. 52 KP, ale alkoholika w trakcie terapii już nie…

Precedens powstał w wyniku orzeczenia Sądu Najwyższego w wyroku z 10 października 2000 r. Są uznał, że stawienie się do pracy w stanie nietrzeźwości pracownika dotkniętego przewlekłą psychozą alkoholową nie stanowi dostatecznej podstawy, aby przypisać mu ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych (I PKN 76/ 00). Wystarczy tylko przedstawić zaświadczenia o leczeniu z choroby alkoholowej. Oczywiscie, jezeli pracodawca sie uprze, to zawsze moze skorzystac z normalnego trybu rozwiazania stosunku pracy, tylko ze wtedy mozna odwolac sie do sadu pracy.
Nie chce byc advocatus diaboli i bronic pijakow, ktorzy wzajemnie rozkwaszaja sobie nosy i lamia giczaly. Na szpitalnych "ojomach" nie raz bylem swiadkiem pijackich burd. Problemu nie mozna jednak rozwiazywac na sposob Grudziadza. Pacjent na pewno wytrzezwieje, jak zobaczy rachunek i moze pojsc do sadu. Wtedy dyrektor szpitala bedzie mial kaca.

piątek, 9 października 2009

Mohrele z Sanktuarium Mariahilf-Kapelle w Telfs

Sanktuaria Maryjne


Pierwsza kaplica na wzgorzu Birkenberg ("brzozowe wzgorze") we wschodniej czesci austriackiego miasteczka Telfs w Srodkowym Tyrolu powstala w 1640 roku. Polozona jest na wysokosci 730 m.npm. Od poczatku stala sie miejscem popularnych pielgrzymek okolicznej ludnosci.

W 1692 roku kaplice rozebrano i postawiono nowy kosciol, z bogato wyposazonym wnetrzem w stylu srodkowego baroku. W 1970 sanktuarium zostalo ozdobione wspanialymi freskami autorstwa Alois'a Höfer'a.
Z oltarzem kosciola (autor Adreas Thamasch) wiaze sie pewna legenda. W prawym gornym rogu widac postac malego czarnego chlopczyka. To Mohrele.

Legenda glosi, ze kiedy dzieci chca miec malego braciszka lub siostrzyczke, to powinny poprosic o nie wlasnie Mohrele. Do dzis sie mowi, ze jezeli dlugo sie na niego patrzy i w koncu zacznie kiwac glowa, to nalezy oczekiwac w rodzinie nowego potomka.